KATECHEZA
DLA DZIECI SZKÓŁ PODSTAWOWYCH
Temat: Błogosławiona Karolina – wzorem pomocy
bliźniemu.
Cel: Ukazanie Błogosławionej Karoliny
Jako pełniącej dzieła miłosierdzia.
Cele operacyjne:
Uczeń:
-
rozumie potrzebę pomocy bliźniemu;
-
wie, czym jest Caritas i Szkolne Koło
Caritas;
-
umie wytłumaczyć, dlaczego Błogosławiona Karolina jest patronką Szkolnych Kół
Caritas;
-
potrafi pomagać potrzebującemu.
Metody i formy pracy:
Pogadanka,
praca z tekstem, rozmowa kierowana, wykład, praca w grupach.
Środki dydaktyczne:
Pismo
Święte; świeca, teksty do pracy w grupach, narysowane postacie (pobitego
człowieka w pozycji leżącej, przechodzącego kapłana i lewity oraz Samarytanina,
pochylającego się nad pobitym Izraelitą), zdjęcia formatu A4 (Karoliny Kózkówny, Franciszka z Asyżu, Brata Alberta Chmielowskiego,
Matki Teresy z Kalkuty, Jana Pawła II, tablica, kreda, logo Caritas, logo
Szkolnego Koła Caritas, legitymacja Szkolnego Koła Caritas.
Przebieg
katechezy
1.
Wprowadzenie:
Pozdrowienie:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Modlitwa
Na
początku pomodlimy się, abyśmy umieli poświęcić się dla innych i odnajdywać
Chrystusa: Ojcze nasz…
Wprowadzenie
do tematu
Dziś
zastanowimy się, w jaki sposób pomagać drugiemu człowiekowi. W jaki sposób możemy włączyć się w charytatywną
pomoc, oferowaną przez Kościół poprzez Caritas, a dla młodych ludzi poprzez
Szkolne Koła Caritas, którym patronuje Błogosławiona Karolina.
2.
Rozwinięcie
Aktywizacja
Za
chwilę wysłuchamy fragmentu Ewangelii, ukazującej postać miłosiernego samarytanina.
Proszę wszystkich o powstanie.
Katecheta
odczytuje przypowieści o miłosiernym Samarytaninie z Ew. według św. Łukasza – Łk 10,30 – 25.
Katecheta prosi uczniów, aby streścili
przeczytany fragment Ewangelii, a sam w tym czasie umieszcza na tablicy
przygotowane wcześniej postacie: rannego człowieka w pozycji leżącej,
przechodzących kapłana i lewity oraz Samartytanina
pochylającego Siena pobitym Izraelitą.
W celu właściwego zrozumienia
przypowieści należy wytłumaczyć uczniom, kim byli: kapłan (składał ofiarę
świątynną w Jerozolimie), lewita (pomagał w świątyni), Samarytanin (samarytanie
i Izraelici bardzo się nie lubili). Należy też podkreślić, że kapłan i lewita
minęli leżącego człowieka, gdyż przypuszczali, że nie żyje. Gdyby go dotknęli,
nie mogliby sprawować kultu.
Można
też zadać pomocnicze pytania:
_
Jakie postacie występują w tej przypowieści?
-
Dlaczego Samarytanina możemy nazwać miłosiernym?
-
Co kierowało Samarytaninem, że pomógł obcemu człowiekowi?
Po
otrzymaniu odpowiedzi katecheta wskazuje uczniom postacie, które umiały
naśladować postawę Samarytanina w ciągu dwudziestowiecznej historii Kościoła:
W
ciągu dwóch tysięcy lat istnienia Kościoła było wielu ludzi, którzy wzorowali
się na postaci miłosiernego Samarytanina i którzy przywiązali w swoim życiu
dużą wagę do słów Jezusa „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia
dostąpią” (Mt 5,7).
Chrześcijanie
już od samego początku starali się pomagać innym potrzebującym ludziom.
Świadczą o tym słowa z dziejów Apostolskich:
(Dz 2,44 – 45); (Dz
4,32).
Uczniowie
Chrystusa nie tylko umieli dzielić się dobrami materialnymi, ale również umieli
pocieszać, rozmawiać z tymi, którzy tego potrzebowali, umieli wyciągnąć
przebaczającą dłoń, dostrzec chorych, ubogich. W ciągu XX wieków chrześcijanie
zawsze spieszyli z pomocą potrzebującym ludziom, bo umieli dostrzec samego
Chrystusa. Kto zna takie postacie? (Św. Franciszek z Asyżu, Brat Albert
Chmielowski, Matka Teresa z Kalkuty, Jan Paweł II).
Katecheta
umieszcza na tablicy – z prawej i lewej strony – zdjęcia tych osób.
Jedną
z nich była wasza rówieśniczka, Karolina Kózkówna
(jej zdjęcie katecheta umieszcza pośrodku tablicy).
Karolina
urodziła się 2 sierpnia 1898 roku w Wał – Rudzie, niedaleko Tarnowa. Jej rodzicami
byli Jan Kózka i Maria Borzecka. Karolina była
czwartym z jedenaściorga ich dzieci, z których dwoje umarło zaraz po urodzeniu.
W latach 1904 – 1912 uczęszczała do szkoły w Wał – Rudzie. W lipcu 1914 roku
wybuchła I wojna światowa. W listopadzie wojska rosyjskie zajęły Zabawę i Wał –
Rudę. 18 listopada 1914 roku Karolina poniosła śmierć męczeńską z ręki
rosyjskiego żołnierza w obronie czystości. 10 czerwca 1987 roku Jan Paweł II
ogłosił ją błogosławioną.
Mimo,
że Karolina żyła tylko 16 lat, poprzez swoje krótkie Zycie ciągle starała się służyć
Panu Bogu i widzieć Go w drugim,
potrzebującym człowieku.
Podzielę
was teraz na grupy. Każda grupa otrzyma fragment tekstu opisującego codzienne
życie Karoliny, które pokazuje też jej postawę wobec innych ludzi. Przeczytajcie
proszę uważnie tekst, a następnie odpowiedzcie na pytania:
-
Komu pomogła Karolina?
-
W jaki sposób Karolina pomagała drugiemu człowiekowi?
-
Od kogo Karolina uczyła się dostrzegać potrzeby innych?
-
Czym kierowała się Karolina, gdy pomagała bliźniemu?
-
czego możemy nauczyć się od Błogosławionej Karoliny?
Katecheta
dzieli klasę na pięć grup i rozdaje przygotowane teksty (załączniki nr 1,2,3,4
i 5).
Pogłębienie
Katecheta
prosi o udzielenie odpowiedzi na zadane wcześniej pytania. Każda grupa przedstawia
swoje odpowiedzi, które można napisać na tablicy w odpowiedniej tabeli
(załącznik nr 6).
Ze
sformuowanych przez nas wniosków i odpowiedzi widać, że Karolina zawsze dostrzegała
Chrystusa w ludziach potrzebujących. Nie szukała ich gdzieś daleko, ale
dostrzegała blisko siebie, czyli przede wszystkim umiała pomóc swojemu
rodzeństwu, swoim koleżankom, sąsiadom, ludziom znajdującym się w trudnej
sytuacji, których spotykała na swojej drodze w życiu. Nauczyła się tego od swoich rodziców, którzy spieszyli z
pomocą drugiemu człowiekowi, według swoich możliwości.
CARITAS.
Od wielu lat w Kościele w Polsce działa Caritas, czyli organizacja, która
pomaga chorym, ubogim, samotnym. Jest to instytucja, która skupia osoby chcące nieść pomoc bliźnim. Jej członkowie
zajmują się przede wszystkim świadczeniem uczynków miłosierdzia, czyli
uczynków, w których najważniejsze jest
dobro drugiego człowieka; miłość bliźniego. Szczególna okazją do
pełnienia dobrych uczynków i okazywania miłości bliźniego jest Tydzień Miłosierdzia,
obchodzony w Kościele na początku października.
Poniżej
zdjęcia Błogosławionej Karoliny katecheta umieszcza logo Caritas. Następnie
dzieci wpisują na tablicy, wokół logo, czym zajmuje się Caritas.
Czym
zajmuje się Caritas? Prowadzi między innymi: świetlice dla dzieci z ubogich
rodzin, hospicja, domy spokojnej starości, ośrodki rehabilitacyjne. Prowadzi
też zbiórki pieniędzy lub artykułów pierwszej potrzeby dla ludzi, którzy
znaleźli się w trudnej sytuacji, zwłaszcza dla tych, których doświadczyła jakaś
klęska żywiołowa czy wojna. Rozprowadza też świece Wigilijnego dzieła Pomocy
dzieciom, paschaliki, , baranki wielkanocne.
W
działalność Caritas możecie się również włączyć się również i wy. Wychodzi temu
naprzeciw Szkolne Koło Caritas. Jest ono katolicka organizacją uczniowską,
która uczestniczy na zasadzie woluntariatu w działalności charytatywnej,
opiekuńczej i wychowawczej prowadzonej przez Caritas.
Można
umieścić na tablicy logo Szkolnych Kół Caritas i pokazać uczniom legitymację Szkolnego Koła Caritas.
Jedno z dzieci może odczytać z legitymacji, jaki SA cele tej organizacji:
„celem
działalności Szkolnego Koła Caritas jest kształtowanie u uczniów postawy
chrześcijańskiej oraz praktykowanie, szczególnie w środowisku szkolnym,
przykazania miłości bliźniego”.
Wstępując do Szkolnego Koła Caritas, musicie pamiętać,
że oprócz pomocy materialnej ważna jest również nasza pamięć o ludziach
potrzebujących. Istotne jest przede wszystkim – o czym przekonuje nas przykład
Bł. Karoliny – dostrzeżenie tych ludzi, a następnie nawiązanie z nimi kontaktu.
Przy czym nie należy do człowieka w
potrzebie podchodzić jak do osoby gorszej, ale
jak do osoby równej nam. Mamy widzieć w nich Chrystusa, tak jak
dostrzegała go w ludziach potrzebujących pomocy Bł. Karolina.
Zawsze
powinniśmy pamiętać o słowach Pana Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z
tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Poprzez swoją obecność w Szkolnym Kole Caritas znajdziemy też wiele okazji, aby
naszą postawą zachęcić do pomocy innym naszych kolegów i koleżanki. Nie
możemy też pozwalać na wyśmiewanie się i szydzenie z ludzi biednych,
potrzebujących, chorych, samotnych.
Zakończenie:
podsumowanie.
Załącznik nr 1:
Grupa I
„Karolina na
co dzień postępowała według wskazań Pisma Świętego. Uczyła innych prawd
zawartych w Ewangelii, ale przede wszystkim sama była jej świadkiem. Stosowała
się do tych zasad, które przekazywała, jakby znała powiedzenie Verba docent, exempla
trahunt (Słowa uczą, przykłady pociągają). W
życiu kierowała się miłością. Dobrze bowiem wiedziała, jakie przykazanie Jezus
uznał za największe: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem,
całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego, jak
siebie samego» (Łk 10,27). Często je sobie w myśli powtarzała. Z miłości do Boga i do ludzi
wypływała jej ogromna wrażliwość na wszelkie ludzkie potrzeby, także te
materialne.
– Marysiu,
czemu stoisz taka smutna, a nie idziesz w czasie przerwy do dzieci? – pytała
Karolina małą dziewczynkę opartą w kąciku o ścianę.
Dziecko nic nie odpowiedziało, tylko spojrzało w stronę gromadki
pałaszującej śniadanie i łzy zaszkliły mu się w oczach. Karolina od razu
zorientowała się o co chodzi. Pogładziła Marysię po jasnej główce i powiedziała
czule:
– Poczekaj
tu chwileczkę na mnie. Mam coś dla ciebie.
Pobiegła do
klasy, wyjęła z torby swoją kromkę chleba
i szybko zaniosła dziewczynce.
– Teraz idź do koleżanek, a pospieszcie się z tym jedzeniem, żebyście
mogły jeszcze trochę pobawić się w berka, zanim pójdziecie na lekcję.
Przykład
miłosiernego postępowania wobec innych dawali Karolinie rodzice. Sami nie byli
bogaci, ale nie zdarzyło się, aby z domu Kózków
wyszedł ktoś bez poczęstunku. A tak dobrze gospodarzyli, że nawet na przednówku
mieli co jeść. Nie było tam oczywiście rozrzutności. Mama zawsze powtarzała
dzieciom: «Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą».
– Co dziś
będziemy jedli na obiad? – dopytywał się Staszek. – Taki już jestem głodny.
– Będą twoje
ulubione pierogi ze śliwkami – odpowiedziała mama. – Właśnie miałam cię wysłać
do ogrodu, żebyś przyniósł owoce, bo Karolcia za chwilę weźmie się do
zarabiania ciasta.
– Ale ja już
jestem głodny – skarżył się syn.
Karolina
podniosła głowę znad żaren, w których mełła mąkę, gestem ręki przywołała brata
i szepnęła mu coś do ucha, a w rękę wsunęła dwa orzechy.
Zadowolony
Staszek wybiegł z domu, by za chwilę wrócić z koszyczkiem śliw.
Na obiad musiał jednak cierpliwie czekać. Posiłki podawano bowiem o określonej porze. Dzieci dostawały wydzielone
przez matkę porcje i nie do pomyślenia było, żeby jedzenie się marnowało.
Lepiej było wspomóc biedniejszych niż cokolwiek wyrzucać.
Rodzice
Karoliny dzielili się z ubogimi nie tylko jedzeniem. W sąsiedztwie mieszkały
sieroty, które nawet pierzyny nie miały. Ich ojciec poszedł na wojnę. Gdy matka
Karoliny dowiedziała się o tym, zaraz postanowiła zaradzić biedzie.
– Akurat
wydarzyły nam się gęsi w tym roku, mamy chyba z piętnaście, chętnie wam część
oddamy – poszła z tą wiadomością do zmartwionych sąsiadek.
– Jesteście
tacy dobrzy – wzruszyły się sieroty.
– Chodźcie
do nas, to zabierzecie ptaki. Tylko się nimi odpowiednio zajmijcie! – upomniała
z uśmiechem Kózkowa.
A Karolina
dodała:
– Bóg zawsze
pomaga sierotom, dlatego nie możecie być smutne i uważać się za opuszczone.
Kózkowie dołożyli
jeszcze dziewczętom ziemniaków i zboża do wykarmienia gęsi. Jesienią
było już z czego zrobić ciepłe przykrycie.
W takiej atmosferze wychowywała się Karolina. Ona dodatkowo wszystkie
wykonywane czynności odnosiła do Boga, pamiętając o słowach Świętego Pawła:
«Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą
czyńcie» (1 Kor 10,31). Każdy trud
podejmowała chętnie, mówiąc, że to dla Jezusa i Jego Ewangelii” (Martykowie J.
i Z., Karolina. Niezwykłe życie
zwykłej dziewczyny, Tarnów 2007, s. 40-42).
Załącznik nr 2:
Grupa II
„Karolina nie dała się namówić na opuszczenie
wioski, bo nie chciała się rozstawać ze swym kościołem, z praktykami
religijnymi, ze sposobem życia oddanym Bogu i bliźnim. Tylu ludziom przecież
trzeba było nieść pomoc i pociechę. Robiła to z prawdziwą przyjemnością.
Ofiarność wypływała z wnętrza jej duszy, stanowiła potrzebę serca. Działała
spontanicznie, ale była też rozważna. Gdy zamierzała podjąć się trudniejszego
zadania, pytała starszych, słuchała ich rad. Nie działała pochopnie.
Często odwiedzała chorych. Czymś normalnym było, że pomagała w domu
chorych sąsiadów, zwłaszcza, gdy niedomaganie osoby zajmującej się
gospodarstwem uniemożliwiało czy w znacznym stopniu utrudniało jej wykonanie
najpilniejszych prac.
Dla Karoliny
niezwykle istotna była posługa w sprawach duchowych i w sprawach wiary. Gdy
kapłan wybierał się do chorych w jej sąsiedztwie, ona biegła tam wcześniej, by
wszystko dobrze przygotować. Pocieszała chorych, podtrzymywała na duchu, a
także pomagała w porządkowaniu izby. Mieszkańcy przysiółka wiedzieli, że wizyta
księdza przybywającego z Najświętszym Sakramentem nie odbędzie się bez jej
obecności. W trakcie tych duszpasterskich odwiedzin adorowała Pana Jezusa,
prowadziła modlitwy i śpiew. Ludzie cieszyli się, gdy zjawiała się w takich
sytuacjach.
– O, jest Karolinka! To będziemy śpiewać – mówili do siebie.
A ona była
zadowolona, że może usłużyć innym i coś dla nich zrobić, a równocześnie
przebywać blisko Jezusa.
Karolina
przystąpiła do pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej w kościele w Radłowie,
razem z innymi dziećmi z Wał Rudy. Uczęszczała wtedy do drugiej klasy. W
oczekiwaniu na przyjście Jezusa miała złożone ręce i pochyloną głowę, a na jej
twarzy malowało się wyjątkowe skupienie. Już wtedy była wzorem pobożności.
Z dziećmi,
które miały przyjąć Pierwszą Komunię Świętą, pogłębiała wiedzę religijną i
uczyła je miłości do Boga. Do tego sakramentu udało się jej doprowadzić także
niepełnosprawną, dwudziestoletnią dziewczynę z sąsiedztwa. Gdy po raz pierwszy
Pan Jezus zagościł w jej sercu, obydwie były ogromnie szczęśliwe.
W
późniejszych latach chętnie pomagała młodym w przygotowaniu do bierzmowania.
Zawsze znalazła odpowiedź na nurtujące ich pytania. Najwięcej czasu poświęcała
tym, którzy mieli trudności w nauce.
Sama
przyjęła sakrament bierzmowania dokładnie na sześć miesięcy przed męczeńską
śmiercią 18 maja 1914 roku z rąk biskupa tarnowskiego Leona Wałęgi.
Przygotowywała się do tego niezwykle ważnego dla niej wydarzenia z wielką
żarliwością. Niecierpliwie czekała na przyjęcie Ducha Świętego i Jego darów w
sakramencie umocnienia. Starała się gorliwie o łaskę właściwego odczytywania
natchnień Ducha Świętego w codziennych sprawach” (Martykowie J. i Z., Karolina. Niezwykłe życie zwykłej
dziewczyny, Tarnów 2007, s. 90-92).
Załącznik nr 3:
Grupa III
„«Anielskość»
Karoliny ujawniała się na co dzień we wszystkich zwyczajnych czynach, gestach i
słowach, w drobnych, na pozór nic nie znaczących zachowaniach, w sposobie
mówienia, bez względu na sytuację, w nieustannej chęci okazywania pomocy. Dobro
czynione spontanicznie składało się na treść jej życia i było równocześnie
źródłem wewnętrznego pokoju. Tym, co dobre, pragnęła dzielić się ze wszystkimi
wokół. Natomiast od złego odwracała się bez zwłoki; nie godziła się wobec niego
na żadne ustępstwa.
Sprzeciwiała mu się odważnie i bolała nad tym, gdy
ktoś je czynił. Zawsze wybierała dobro, zresztą ona była samą dobrocią i
prawdziwym apostołem dobroci.
W
czasach Karoliny każdą rzecz zdobywano ciężką pracą. Jeżeli zdarzyła się
choroba ojca lub matki, a dzieci nie były w stanie podołać wszystkim
obowiązkom, rodzina cierpiała biedę. W takich przypadkach mieszkańcy wioski
zawsze mogli liczyć na Karolinę. Ona od razu, nawet nie znając sytuacji,
wyczuwała, gdzie potrzebna jest pomoc. Miała bowiem w sobie niezwykłą
wrażliwość na potrzeby innych.
–
Marysiu – zwróciła się do swej przyjaciółki. – Już dwa dni nie widziałam, żeby
twoja mama krzątała się po podwórku. Czyżby nie czuła się najlepiej?
–
Rzeczywiście, z trudem wykonuje nawet lżejsze prace domowe, taka jest osłabiona
gorączką i kaszlem. Ale jakoś dajemy sobie radę – odrzekła koleżanka, starając
się ukryć smutek.
–
Nie martw się, Maryniu. Jutro przyjdę, to wam pomogę przy inwentarzu.
–
Karolciu, jaka ty jesteś dobra.
–
Nie gadaj głupstw. Robię tylko to, co trzeba. Przecież Pan Jezus wyraźnie
powiedział, że mamy pomagać innym w potrzebie, a wy jesteście w potrzebie.
Zaraz
pobiegła też do lasu po chrust. Przyniosła trzy wiązki. Jedną zostawiła w domu,
a dwie podarowała Marysi. Gdy ta oponowała, Karolina rzekła z prostotą:
–
Weź! Tobie trzeba więcej, bo teraz sama musisz sobie radzić.
–
Ty jesteś taka, jakbyś była moją drugą mamą. Tak o mnie dbasz – łza zakręciła
się w oku Maryni.
Karolina
rozumiała, że Marysia chce jej okazać wdzięczność. Chociaż nie oczekiwała
żadnego podziękowania, cieszyła się z tej pięknej cechy swojej przyjaciółki.
Była naprawdę wzruszona.
–
No, idź już, nie gadaj tyle, bo mama czeka – powiedziała i odwróciwszy się,
pobiegła w stronę domu.
Po
drodze dogoniła ubogiego wędrowca, który szedł po prośbie i najwyraźniej
zamierzał wstąpić do ich chaty. Zaprosiła go serdecznie, częstując tym, co
zostało z obiadu. Pragnęła jeszcze obdarować go na drogę, by nie wyszedł od
nich z pustymi rękami.
–
Tato, czy mogę mu co dać? – zwróciła się do ojca.
–
Tak, oczywiście. Idź do komórki i weź trochę zboża.
Po
chwili wróciła, dźwigając cały garniec ziarna.
–
Nie tyle, odsyp połowę, bo nie starczy dla nas wszystkich – ojciec napomniał
córkę.
Dziewczynka
posłusznie spełniła jego życzenie. Bardzo żałowała, że nie posiadają tyle
wszelakiego dobra, by móc więcej rozdawać ubogim. Jakby miała ku temu
możliwości, to chyba wszystkie skarby świata oddałaby potrzebującym. Ojciec
dobrze ją rozumiał. Sam też chętnie się dzielił z innymi. Był jednak
odpowiedzialny za swoją liczną rodzinę i musiał dbać o to, by przede wszystkim
jej zabezpieczyć byt.
Karolina zawsze się radowała, ilekroć tato pozwolił na
to, by hojniej obdarować proszącego. Własne rzeczy rozdawała bez zastanowienia.
Nawet wtedy, gdy w paczce od siostry z Ameryki otrzymała wstążkę i chusteczki,
ofiarowała je koleżance, sobie niczego nie zostawiając. Rzeczy materialne nie
przedstawiały dla niej większej wartości” (Martykowie J. i Z., Karolina. Niezwykłe życie zwykłej dziewczyny,
Tarnów 2007, s. 134-137).
Załącznik nr 4:
Grupa IV
„Karolina
nie potrafiła przejść obojętnie obok żadnego cierpienia. Była ogromnie wrażliwa
na ciężki los i krzywdę innych ludzi, zawsze pełna litości i współczucia. Razem
z cierpiącym człowiekiem przeżywała jego trudne chwile, byle tylko ukoić ból,
byle dać poczucie, że tuż obok jest ktoś, na kogo można liczyć. Czasami
należało udzielić konkretnej pomocy, innym razem wystarczyło słowo pocieszenia
i wsparcia, kiedy indziej – samo tylko wysłuchanie żalów. Ona najlepiej
wiedziała, co komu w danym momencie jest potrzebne.
Pod koniec
tygodnia postanowiła wybrać się w odwiedziny do chorej koleżanki, która już od
kilku dni nie była obecna w szkole.
«Nauka nie
idzie Rózi zbyt łatwo, a teraz narobiła jeszcze zaległości, muszę jej pomóc» –
myślała, wychodząc z klasy po zajęciach.
W tym
momencie podeszła do niej siostra Rózi.
– Karolciu – odezwała się nieśmiało. – Czy mogłabyś przyjść dziś do nas
i wytłumaczyć mojej siostrze lekcje, bo martwi się, że nie da rady nadrobić
materiału przerabianego w czasie jej choroby. A szybko się do szkoły nie
wybierze, jeszcze przynajmniej przez tydzień musi zostać w domu.
Karolina nie
posiadała się z radości, że jej zamiary zbiegły się z oczekiwaniami koleżanki.
– Ależ oczywiście, że przyjdę! – wykrzyknęła radośnie. – Pomogę tylko
mamie przy zwierzętach w obejściu i zaraz będę.
Istotnie, za
dwie godziny zjawiła się u chorej.
– Różyczko,
już jestem – przywitała się z nią. – Zanim zabierzemy się do pracy, powiedz mi,
jak się czujesz.
– Coraz
lepiej, chociaż wciąż boli mnie głowa. Wcześniej było mi niedobrze, tak mnie
mdliło. A wszystko przez tego Józka, co mnie tak mocno uderzył, że się
przewróciłam i potłukłam.
– Zrobię ci okład, to osłabi ból. A z Józkiem porozmawiam. Musi się dowiedzieć,
że tak nie wolno postępować. Zaś o braki w nauce nie troszcz się już więcej,
wszystkie uzupełnimy.
– Przestałam
się martwić od razu, jak cię zobaczyłam.
Rózia wstała z łóżka i usiadła na krześle obok koleżanki, która
cierpliwie jej objaśniała lekcję po lekcji, zadanie po zadaniu. Ból głowy u
chorej dziewczynki rzeczywiście trochę się zmniejszył, a radość z miłej wizyty
pomagała w zebraniu myśli. Najważniejsze, że się uspokoiła i przestała bać.
Uwierzyła bowiem, że sobie poradzi.
Powoli zaczęła przyswajać
sobie nowy materiał. Gdy pod
wieczór się żegnały, w oczach Rózi nie było już żadnej niepewności ani obaw, a
pojawił się głęboki spokój.
– Dziękuję
ci, Karolciu – z radością zawołała do wychodzącej.
– Po
niedzieli znowu przyjdę i popracujemy wspólnie. Pamiętaj też, żebyś była
pogodna, wtedy i szybciej wyzdrowiejesz. Nigdy nie martw się za bardzo.
Pamiętaj! Proszę!” (Martykowie J. i Z.,
Karolina. Niezwykłe życie zwykłej dziewczyny, Tarnów 2007, s. 141-143).
Załącznik nr 5:
Grupa V
„Karolina udała
się spiesznym krokiem w stronę domu. Na zakręcie zauważyła starszego,
zgarbionego człowieka. Ledwie się poruszał. Widać było, że dawno nie miał
niczego w ustach. Przygaszony wzrok, wynędzniała, ogorzała twarz, poszarpane
ubranie – to wszystko świadczyło o tym, że jest bardzo biedny i nieszczęśliwy.
W ręku trzymał małe zawiniątko.
– Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus! A wam co, dobry człowieku? – zapytała z
troską w głosie.
Starzec
spojrzał w jej kierunku smutnym wzrokiem.
– Na wieki
wieków – odpowiedział i chciał odejść, lecz ona już była przy nim.
– Głodni
jesteście? – dopytywała się. – Może wam trzeba pomocy?
– Ano jestem
głodny. Miałem parę groszy, lecz mi je ukradli, gdy wstąpiłem dwa dni temu do
gospody, żeby kupić trochę chleba. Wczoraj dobrzy ludzie dali mi kromkę, ale
dziś nic jeszcze nie jadłem. Jak to tak można zabierać ubogiemu ostatni grosz?
Staruszek
się rozczulił, a łzy popłynęły po jego policzkach.
– Nie
martwcie się, coś poradzimy. Chodźcie ze mną, to dostaniecie jedzenie. Mieszkam
tu niedaleko.
Karolina
wzięła mężczyznę za rękę i poprowadziła do chaty.
– Mamo! –
zawołała, widząc matkę stojącą w drzwiach. –Straszna krzywda stała się temu
człowiekowi. Dajmy mu co zjeść.
Po chwili na
stole stał talerz żuru i kromka chleba. Starzec usiadł i odmówiwszy modlitwę,
zaczął jeść. Był wzruszony dobrocią dziewczyny.
– Ależ to
córkę pięknieście wychowali. Dobra jak anioł. Aż mi
się lżej na sercu zrobiło, bom taki był rozgoryczony. Jak dobrze, że Pan Bóg
takich ludzi ma na tym świecie.
Gdy gość
jadł, Karolina odciągnęła matkę na bok.
– Mamo –
szepnęła. – Chciałaś, żebym za pieniądze zarobione na «pańskim» kupiła sobie
nową chustkę. Nie potrzeba mi tak bardzo tej chustki. Stara jest jeszcze
całkiem dobra. Pozwól mi dać te grosze temu wędrowcowi.
Matka
zobaczyła w oczach córki ogromne współczucie dla biednego człowieka.
– Dobrze,
Karolciu, ale wiedz, że nie będzie innych pieniędzy na chustę dla ciebie, a ta
jest już zniszczona.
– To nic,
mamusiu! – zawołała z radością i rzuciła się matce na szyję. On jest taki
pokrzywdzony, trzeba mu pomóc. Jak źli ludzie wyrządzili mu krzywdę, to godzi
się zrobić coś dobrego dla niego. Niech zazna trochę dobra i się uraduje. A ja
sobie zarobię na chustkę kiedy indziej.
Gdy starzec
otrzymał pieniądze, nie mógł powstrzymać drżenia głosu.
– Niech cię,
dziecko, Bóg błogosławi za twoje serce. Pójdę już, a obiecuję się za ciebie
modlić. Żeby cię ten świat nigdy nie zepsuł, boś naprawdę jak anioł. Takich
ludzi jak ty prosto powinni brać do nieba.
– Jak przyjdzie czas, jak przyjdzie czas – odpowiedziała matka. – Póki
co, Karolinka jest nam tu na ziemi potrzebna. Wszyscy wkoło jej potrzebują”
(Martykowie J. i Z., Karolina. Niezwykłe
życie zwykłej dziewczyny, Tarnów 2007, s. 143-145).
Załącznik nr 6:
|
Karolina |
|
|
Komu
pomogła? |
|
|
W jaki
sposób pomagała |
|
|
Od kogo uczyła się
dostrzegać potrzeby innych? |
|
|
Czym
kierowała się, |
|
|
Czego
możemy nauczyć się od niej? |
|